Moje konto
Czy wykształcenie wyższe w Stanach to strata pieniędzy? [Wywiad]

Czy wykształcenie wyższe w Stanach to strata pieniędzy? [Wywiad]

Michał Tomaszewski
Michał Tomaszewski
Ekspert kariery

Jak pokazują amerykańskie raporty, różnica płac pomiędzy absolwentami studiów licencjackich i tymi, którzy ukończyli jedynie liceum, osiągnęła najwyższy wynik w historii.

 

W zależności od źródła statystyk, po ukończeniu college'u przeciętny Amerykanin może zarabiać od 60% do 75% więcej niż osoby z niższym od niego wykształceniem.

 

Nic dziwi więc chyba fakt, że amerykański rząd wydaje rekordowe sumy na szkolnictwo wyższe: aż 183 miliardy dolarów rocznie (co stanowi wzrost o 23% w ciągu dekady).

 

Jednak to wcale nie takie proste.

 

Choć kształcenie wyższe z pewnością przynosi korzyści wielu ludziom, niektórzy eksperci twierdzą, że promowanie szerszego dostępu do edukacji jest w ogólnym rozrachunku szkodliwe dla społeczeństwa.

 

Dlaczego?

 

W skrócie: dlatego że edukacja może wcale nie działać tak, jak nam się wydaje.

 

Statystycznie, im lepsze i bardziej prestiżowe wykształcenie, tym lepiej powinno Ci się powodzić.

 

Tylko że przecież mogłeś mieć przewagę już na starcie – być mądrzejszy, bardziej pracowity. A może pochodzisz z rodziny, która nie potrzebowała od Ciebie wsparcia finansowego… więc poszedłeś na studia.

 

Innymi słowy: czy wykształcenie naprawdę czyni z Ciebie lepszego pracownika lub przedsiębiorcę, czy może to tylko sygnał dla pracodawcy, że prawdopodobnie takim człowiekiem jesteś?

 

Bryan Caplan, profesor ekonomii na George Mason University, autor „The Case against Education: Why the Education System Is a Waste of Time and Money”, to jeden z najsilniejszych głosów poparcia dla tej teorii.

 

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Caplan spędził 40 lat życia w szkole. Mało tego – dziś pracuje jako wykładowca w college’u! A jednak...

 

Slogany w stylu „wykształcenie ma znaczenie” albo „potrzebujemy więcej edukacji” są bardzo populistyczne. A gdybym miałbym wskazać motyw przewodni całego mojego dorobku naukowego, to brzmi on: „populizm jest zły”.

Wkurzanie tłumów to prosta droga do bardzo złych konsekwencji. Polityka, która zaspokaja emocje, jest generalnie zła. Świat jest pełen gorzkich wyborów i nieprzyjemnych prawd, i jeżeli to nie na tym opiera się Twoja polityka, marnujesz dużo pieniędzy i czasu.

Winę ponoszą łatwowierni wyborcy. Kiedy politycy mówią: „Potrzebujemy pieniędzy, aby stworzyć najlepszy system edukacji na świecie, bo edukacja to nasza przyszłość”, wyborcy w to wierzą, zamiast stwierdzić: „Hm, to w ogóle nie brzmi, jak cokolwiek, co widziałem na własne oczy – zdaje się, że ktoś tu zmyśla”.

Tylko że wyborcom podobają się takie gadki. Stąd rządy się bogacą i wydają pieniądze podatników w tak nieekonomiczny sposób.
Bryan Caplan
Bryan Caplan
profesor ekonomii na George Mason University,
autor „The Case against Education: Why the Education System Is a Waste of Time and Money

 

Brzmi jak bluźnierstwo? Arogancja?

 

A może gdzieś z tyłu głowy masz: „Jest w tym trochę prawdy…”.

 

Przeczytaj mój wywiad z Bryanem Caplanem i powiedz nam, co o tym myślisz!

 

Trudno poprawić jakość szkolnictwa wyższego, ale łatwo marnować mniej pieniędzy

 

Michał Tomaszewski: W swojej książce jesteś „przeciwko edukacji” i twierdzisz, że amerykański system szkolnictwa wyższego to nic innego jak strata czasu i pieniędzy. Jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że chcemy żyć w wykształconym, a nie ignoranckim społeczeństwie. Nie uważasz, że programy nauczania w college’ach służą właśnie temu?

 

Bryan Caplan: Ludzie co nieco się uczą w college’u. Ale o wiele mniej niż nam się wydaje. Ponadto, ludzie zapominają dużo szybciej, niż nam się wydaje. Wystarczy, że podzielisz przez dziesięć powszechne wyobrażenie o zysku z edukacji – wynik to mniej więcej to, co z nami zostaje.

 

Co więcej, nie znam żadnego college’u, który uczyłby studentów, jak pokonywać prawdziwe problemy życiowe. Nie sądzę, żeby istniał na to sposób. Wszyscy studenci musieliby być niebywale zmotywowani i niebywale zainteresowani światem wiedzy, a wydaje mi się, że trudno jest znaleźć wiele takich osób.

 

Wyniki, jakie obecnie mamy, są słabe. To oznacza jedną z dwóch rzeczy: albo nie znamy lepszego sposobu nauczania albo szkołom nie zależy na stosowaniu metod, które działają. I zgadzam się, że trudno temu zaradzić. Ale łatwo marnować mniej pieniędzy. To właśnie dlatego kładę na to tak duży nacisk – mniej marnotrawienia pieniędzy.

 

MT: Co dokładnie rozumiesz przez mniej marnotrawienia pieniędzy? Mamy po prostu pozamykać college’e?

 

BC: Jasne, to jeden sposób. Ale jest ich znacznie więcej: zmniejszyć ilość środków rządowych przeznaczanych na college’e, zmniejszyć wymagania, które trzeba spełnić, by ukończyć studia, albo zwyczajnie przestać zatrudniać absolwentów college’u do, powiedzmy, nauczania przedszkolnego.

 

Innym sposobem jest znaczne podniesienie kryteriów kwalifikacji na studia – tak, aby o wiele mniej osób dostawało się do college’ów i zamiast tego zajmowało się czymś innym. Wtedy nie mielibyśmy na rynku tylu absolwentów szkół wyższych, a pracodawcy byliby bardziej otwarci na zatrudnianie mniej wykształconych pracowników.

 

Tak długo, jak jedna trzecia młodych ludzi będzie miała dyplom ukończenia college’u, tak długo pracodawcy będą mówić: „Tak, żeby pracować w mojej fajnej knajpie, musisz skończyć college”, bo oczywiście mogą sobie pozwolić na bycie wybrednymi.

 

Jeżeli naprawdę się przyjrzysz, zobaczysz, że jest mnóstwo sposobów na zaoszczędzenie pieniędzy. Problem w tym, że nikt nie patrzy na uczelnie przez pryzmat oszczędności.

 

MT: A czy nie uważasz, że mogłoby się stać na odwrót? Że gdyby dostęp do edukacji wyższej był bardziej ograniczony, przepaść pomiędzy wykształconą elitą a klasą pracującą tylko by się powiększyła?

 

BC: Prawdopodobnie na początku tak. Ale oznaczałoby to także to, że ta elita nie musiałaby potem iść na studia magisterskie lub doktoranckie.

 

 

Ludzie skupiają dużo uwagi na kimś, kto jest np. dobrym studentem z ubogiej rodziny, ale nie obchodzą ich wszystkie inne dzieciaki z biednych rodzin. Obecny system może i jest dobry w znajdowaniu takiego dobrego studenta z ubogiej rodziny, ale też pozbawia rodzeństwo tego studenta, które nie radzi sobie w szkole tak dobrze, dostępu do bardzo wielu zawodów.

 

MT: A gdzie w tym wszystkim inteligencja? Może sukces na rynku pracy tak naprawdę nie zależy od wykształcenia, tylko od inteligencji i sumienności?

 

Dużo o tym mówię w mojej książce. Istnieją pewne dosyć dobre mierniki inteligencji i kiedy w statystykach kontrolujesz inteligencję, część wpływu ukończenia college’u na zarobki znika, ale w większości jednak pozostaje.

 

Obranie inteligencji za zmienną kontrolną zmniejsza widoczny efekt wykształcenia na zarobki o 30%. Gdy mowa o sumienności, no cóż, nie ma tu zbyt dobrych mierników, ale nie ma też żadnych innych wskaźników, które mogłyby wytłumaczyć tak ogromną przewagę w zarobkach u lepiej wykształconych.

 

Nigdy nie widziałem żadnego porządnego opracowania, które wskazywałoby, że edukacja nie ma dużego, niezależnego wpływu na zarobki. A gdyby takowe istniało, nie musiałbym napisać mojej książki, powiedziałbym po prostu: „Ludzie myślą, że wykształcenie podnosi pensję, ale się mylą”. Niestety jednak mają rację. Tyle że w kwestii umiejętności, jakich college uczy swoich studentów, ludzie upatrują w edukacji o wiele większej roli, niż ta na to zasługuje.

 

MT: Czy kształcenie zawodowe może być realistycznym zamiennikiem wykształcenia w college’u dla tych studentów, którzy nie są „stworzeni” do osiągnięć akademickich?

 

BC: Jest jedna duża różnica pomiędzy kształceniem zawodowym a zwykłą edukacją. Kształcenie zawodowe daje Ci rzeczywiste, przydatne umiejętności. Jeśli wszyscy dorobią sobie dodatkowy stopień naukowy, to nie będzie gwarantowało, że wszyscy dostaną lepszą pracę. Ale zdobycie nowych umiejętności? To coś, co może zrobić ogromną różnicę.

 

 

MT: Dobrze, a gdybyśmy odłożyli na bok umiejętności i kwalifikacje, co z okazjami do networkingu, jakie dają studia w college’u? Czyż to nie dobry powód, by jednak iść na uczelnię?

 

BC: Networking jest niezwykle ważny dla małej grupy ludzi, którzy studiują na zawodowych kierunkach, jak np. informatyka, gdzie rzeczywiście spotyka się przyszłych współpracowników, przyszłych klientów lub przyszłych pracodawców. Taki Wydział Informatyki Uniwersytetu Stanforda zapewne ma wysoką wartość networkingową.

 

Jednakże większość studentów college’ów nigdy nie będzie uczestniczyło w zajęciach z kimś, kto im się kiedyś przyda, ponieważ gospodarka jest tak rozległa, a większość kierunków nie ma z żadną branżą zupełnie nic wspólnego. Jeśli studiujesz anglistykę, szansa, że którykolwiek z Twoich znajomych ze studiów będzie w stanie dać Ci zatrudnienie albo z Tobą pracować, jest nikła.

 

Według socjologów potrzeba Ci kontaktów, które są odpowiednie. Musisz mieć znajomego w zawodzie, który i Ty mógłbyś wykonywać. To właśnie są dobre koneksje.

 

Jednak większość studentów college’ów nie poznaje takich ludzi, ponieważ to, czym się zajmują, jest właściwe tylko dla ich zawodu, a nie dla tego, czego uczyli się na studiach. Zazwyczaj nie zdobywasz przydatnych zawodowo kontaktów w szkole. Zdobywasz je w pracy. Tyle że najpierw musisz tę pracę dostać.

 

MT: Co byłoby lepszym rozwiązaniem: wprowadzić do programów nauczania wyższego więcej szkoleń zawodowych, czy uczynić wyższe wykształcenie bardziej ekskluzywnym i trudniejszym do zdobycia, a, co za tym idzie, sprawić, by absolwenci liceów byli bardziej skorzy do podjęcia tradycyjnego kształcenia zawodowego?

 

BC: To drugie. Po prostu utrudnić dostawanie się do college’u. Ogólnie sądzę, że czekanie ze szkoleniem zawodowym do czasu college’u to zbyt późno. Dzieciaki, które naprawdę go potrzebują to te, które nie lubią szkoły. Potem, w college’u są z reguły bardzo nieszczęśliwe i często rzucają studia. Czekanie, aż człowiek skończy 18 lat, żeby zacząć szkolić go na hydraulika czy elektryka, wydaje mi się bezmyślne. Powinno się zacząć, kiedy ma 12 albo 14 lat.

 

A Ty co o tym myślisz?

 

Czy wysyłanie mniejszej liczby ludzi na studia pomogłoby rynkowi pracy? Gdyby rozpatrywać edukację jako pieniądze, czy uważasz, że zmagamy się z inflacją? A może ograniczenie dostępu do wyższego wykształcenia jedynie zwiększyłoby różnice klasowe i niesprawiedliwości społeczne?

 

W końcu, czy sądzisz, że w Polsce istnieje problem nadwyżki wyżej wykształconych? Czy – inaczej niż w Stanach – bezpłatne studia to dobre rozwiązanie? Jakich zmian potrzebuje nasze szkolnictwo wyższe?

 

Podziel się swoim zdaniem w komentarzach. Bardzo chciałbym je poznać!

Oceń mój artykuł
Średnia: 4.52 (31 oceny)
Dziękujemy za ocenę naszego artykułu!
Michał Tomaszewski
Michał Tomaszewski
Michał jest ekspertem kariery i koordynatorem newslettera InterviewMe. Przeprowadza wywiady z najciekawszymi ludźmi, aby dostarczyć najbardziej inspirujące historie wprost do Waszych skrzynek mailowych.
Twitter Linkedin Website

Podobne artykuły

Jak zdobyć pracę w raju na ziemi? Pomysły i historie z życia wzięte.

Jak zdobyć pracę w raju na ziemi? Pomysły i historie z życia wzięte.

Zdarzyło Ci się być o *krok* od stwierdzenia: „chrzanić to bagno, rzucam robotę i przenoszę się w jakieś piękne miejsce, jak najdalej stąd”, nieprawdaż? Wiadomo. Zatem pozwól, że pokażę Ci, jak to zrobić. Za mniej niż pół roku będziesz zarabiać całkiem niezłe pieniądze, pracując gdziekolwiek chcesz. Zainteresowany? Czytaj dalej.

Przez networking do pracy za 100 000 dolarów [Prawdziwa historia]

Przez networking do pracy za 100 000 dolarów [Prawdziwa historia]

Poznaj Elle Torres, która zdobyła upragnioną pracę płatną ponad 100 tysięcy dolarów, przed trzydziestką, *zanim* skończyła studia. Dobra wiadomość? Elle użyła strategii, którą Ty też możesz zastosować, by za pomocą networkingu, dostać dokładnie tę pracę, o której marzysz.

LSD doda Ci skrzydeł: czy na mikrodawkach LSD pracuje się lepiej?

LSD doda Ci skrzydeł: czy na mikrodawkach LSD pracuje się lepiej?

Mikrodawki LSD i inne psychodeliki stały się nowym ulubionym wzmacniaczem umysłu Doliny Krzemowej. Wśród ich efektów młodzi, wyspecjalizowani pracownicy wymieniają większą produktywność, kreatywność, a nawet większą empatię. Czy istnieją poparte badaniami wyniki, które potwierdziłyby rzeczywiste działanie psychodelików?